Counter Strike: GO
26.04.2018 13:41

Qi Invitational: AGO pokonane w półfinale. TyLoo lepsze w trzech mapach

Po dniu odpoczynku AGO powróciło do gry na Qi Invitational. Turniej w Belgradzie wkroczył tym samym w decydującą fazę. Jeszcze dzisiejszego popołudnia poznamy jego zwycięzcę. Najpierw jednak byliśmy świadkami spotkania półfinałowego.

Dla Polaków trzydniowy pobyt w stolicy Serbii należy do udanych. Już po dwóch spotkaniach grupowych zapewnili sobie awans do fazy play-off. Po drodze rozprawili się z Imperial i GODSENT, prezentując momentami naprawdę dobrego CS-a. W półfinale (rozgrywanym w formacie Bo3) przyszło im zmierzyć się z chińskim TyLoo – drugą drużyną grupy B. Azjatycka formacja to obecnie numer 25 rankingu HLTV, a więc zaledwie dwa oczka niżej od piątki znad Wisły. Oba zespoły mierzyły się ze sobą całkiem niedawno, bo w marcu podczas StarLadder Invitational w Szanghaju. Wtedy lepsi okazali się „gospodarze”, dlatego AGO z pewnością miało powody do wzięcia rewanżu na Azjatach.

Spotkanie zdawało się od początku być kontrolowane przez Polaków. Już podczas spotkania z GODSENT mogliśmy zobaczyć bardzo solidną grę AGO Esports po stronie broniącej. Podobnie było w starciu z TyLoo na wybranej przez nich mapie Inferno. Biało-czerwoni po pierwszej połowie mieli już dwukrotnie więcej wygranych rund od Chińczyków. Dorobek rywala wynoszący pięć punktów wydawał się skromną zaliczką przed zmianą stron. Po przerwie było już tylko gorzej. Zespół BnTeTa nie wygrał ani razu, przez co ostateczny wynik pierwszej mapy został przypieczętowany już w 21. rundzie. Wśród wygranych najlepszym strzelcem okazał się Damian „Furlan” Kisłowski z dorobkiem 21 fragów.

Dobre złego początki

Kolejnym placem boju została mapa Mirage. W blasku marokańskiego słońca obie drużyny stoczyły pełnowymiarowy, trzydziestorundowy pojedynek. Wszystko zaczęło się zgodnie z planem ekipy „jastrzębi”. Ci szybko objęli prowadzenie 4:0 i zmusili rywala do podjęcia naprawczych kroków. Niestety, przed zmianą stron TyLoo miało już jeden punkt więcej od naszych zawodników. Odległość zaczynała się powiększać, gdy chińska formacja wygrała rundę pistoletową. Gdy tylko udało się odbudować ekonomię, AGO powróciło do walki i niczym rasowy bokser zadała pięć kolejnych ciosów. W tym momencie nastąpił kolejny zwrot akcji w spotkaniu za sprawą trzech z rzędu wygranych rund ostatnich reprezentantów Azji na tym turnieju. Ostatecznie Polacy ulegli 14:16. Na niekorzystny wynik złożyły się różne czynniki, między innymi przegrana w stosunku 12 do 18 statystyka zabójstw otwierających, czy trzy clutche wygrane przez rywala.

Decydującą mapą był Cache. Także i tym razem Polacy zaczęli od mocnego startu – 5:0. Scenariusz zaczął się jednak powtarzać, gdy AGO oddało inicjatywę i pozwoliło odrobić całość strat. Wygrana druga pistoletówka w decydującym pojedynku powinna przyczynić się do końcowego triumfu. Nic z tych rzeczy. TyLoo zaskoczyło swoim skutecznym forcem, rujnując tym samym sytuację finansową polskiej piątki. Nie od dziś wiadomo, że zakupy po stronie broniącej wymagają większego wkładu pieniędzy. Z takim problemem niemal do końca spotkania borykało się AGO. Dopiero po passie pięciu zwycięstw wroga udało się wreszcie zwyciężyć, jednak chwilę później następna przegrana runda doprowadziła do ponownego resetu ekonomicznej. AGO pokonane wynikiem 11:16 na trzeciej mapie, musiało uznać wyższość rywala także w całym meczu.

Tym samym Polacy mogą zbierać się na samolot do domu. Ciężko powiedzieć, że był to nieudany turniej, ale po raz kolejny pozostał spory niedosyt. TyLoo kolejny raz okazało się lepsze, choć niewiele brakło, a mecz skończyłby się wynikiem 2:0 dla AGO. Azjaci znowu pokazali charakter i udowodnili, że CS w tym regionie, mimo że ciągle ma wiele do poprawy, stoi na naprawdę dobrym poziomie.

AGO Esports 1:2 TyLoo (16:5, 14:16, 11:16)