Cracow Game Days
Artykuły
15.08.2017 21:13

Cracow Game Days 2017, czyli jak nie powinien wyglądać event o grach

Drodzy czytelnicy, wybaczcie, jeśli Waszym zdaniem tytułem zepsułem Wam niespodziankę. Jeśli jednak jesteście ciekawi DLACZEGO Cracow Game Days 2017 było w mojej opinii eventem – delikatnie mówiąc – przeciętnym, to zapraszam do mojej relacji z tego, co działo się w Krakowie.

Przed weekendem Cracow Game Days był reklamowany jako event pełen sponsorów i atrakcji – co chwilę informowano potencjalnych uczestników o kolejnych markach, które zdecydowały się nawiązać partnerstwo przy organizacji i promowaniu wydarzenia. Czego jednak zabrakło – i jest to jeden z głównych moich zarzutów pod adresem organizatorów – to jakichkolwiek sensownych i aktualnych informacji na temat sposobów dostania się na teren wydarzenia – a to z punktu widzenia odwiedzającego jest, przyznacie, chyba odrobinę ważniejsze. CGD odbywało się na terenie krakowskiego EXPO, punktu znajdującego się jakies 7,5 kilometra od dworca kolejowego i autobusowego. Nikt jednak nie postarał się poinformować przyjezdnych w jaki sposób najłatwiej będzie im dostać się na teren imprezy, że już nie wspomnę o uprzedzeniu ich o trwającym akurat w okolicy dworca remoncie i nieczynnych przystankach oraz braku aktualnie kursującego w pobliżu tramwaju.
Drugi problem – kiedy już po około godzinie udało nam się dokulać do hal Expo przywitała nas sporej długości kolejka, która jak się okazało wcale się nie zmniejszała, bo ludzie mieli być wpuszczani od godziny 12:00, a my na miejscu byliśmy jakieś 40 minut wcześniej. Postanowiliśmy więc wykorzystać ten czas na regenerację energii przy ciepłym posiłku – obok hali czekały na nas 4 foodtrucki, nie za dużo, ale z dość sensownym wyborem jedzenia. Szkoda tylko, że były ustawione na żwirowo-kamienistym podłożu, dość skutecznie uniemożliwiając osobie na wózku (czyli mi) zbliżenie się do nich. Dobra, jedzenie z głowy, trzeba się zorientować co z tym wejściem. Okazało się, że tak naprawdę wejścia są dwa i kolejna powinna być podzielona na dwie grupy – osoby z wcześniej wykupionymi biletami, wchodzące osobno, oraz Ci, którzy planowali kupić bilety dopiero przy wejściu. Czemu wszyscy zbili się w jedną kolejkę…? Zgadliście! O tym również nikt czekających na wejście nie poinformował, przy bramkach stało co prawda kilku wolontariuszy, ale jednak taka informacja powinna być wyraźnie widoczna, bo chyba to trochę bez sensu by każda z kilkuset osób pytała ciągle o to samo, prawda?
A co czekało w środku na tych, którzy odstali swoje i dostali się na teren imprezy? Dwie hale, puste niczym konto bankowe po weekendzie. Każdy kto był na Intel Extreme Masters lub Pyrkonie wie, że z reguły stoiska są dość ciasno upakowane, by zmieścić ich jak najwięcej. Tutaj na jednej z hal – tej ze stoiskami – było ich tak na oko 1/3 z tej ilości (czy raczej gęstości), z którą mamy do czynienia podczas konkurencyjnych wydarzeń. Przestrzeni między nimi było tyle, że spokojnie można by było tam rozkręcić dobre party, poza tym bardzo brakowało czegoś, co przykuwałoby uwagę na dłużej i powodowało efekt „wow, muszę tam podejść i pograć!”. Była strefa retro, strefa z turniejem Pro Evolution Soccer, „scena główna”, gdzie redaktorzy TVGry.pl i jutuberzy mieli swoje panele plus parę innych stoisk z komputerami i tytułami do ogrania. Jednak to wszystko nadal po prostu ZA MAŁO i sprawdzenie całej tej części zajmowało jakieś 20 minut, żółwim tempem, z przerwami na pogadanie z jutuberami.

20170812_122401
Hala wystawców gier

Druga z hal natomiast sprowadzała się do miejsca, gdzie można było pogadać, zebrać autograf i uścisnąć dłoń ulubionego redaktora TVGry, mini-sceny z kanapą, gdzie również odbywały się panele, oraz 2 lub 3 sklepików z gadżetami – poza tymi „punktami” w całej hali nie było NICZEGO. No dobra, była jeszcze ogromna kolejka po autografy od redaktorów. 😉 Trochę już tych wydarzeń i turniejów odwiedziłem i szczerze mówiąc… kilka amatorsko zorganizowanych turniejów w salach gimnastycznych wyglądało lepiej i było bardziej wypełnione atrakcjami niż Cracow Game Days 2017.

20170812_122226
Tak, to naprawdę jest druga hala, a to w tle to jedna ze scen…

Zdaję sobie sprawę, że zapewne w zamyśle twórców główną siłą imprezy miała być okazja do spotkania z redakcją TVGry oraz jutuberami, których zebrało się tam naprawdę wielu, ale w takim razie dlaczego impreza nie nazywała się Cracow Youtube Days? Tutaj drobna dygresja, która jest tylko i wyłącznie moim odczuciem i nikt nie musi się z nim zgadzać. Po trochu za taki stan eventów takich jak CGD odpowiadają sami odwiedzający – to trochę absurdalne, że turnieje esportowe czy targi gier często pustoszeją w momencie, gdy teren imprezy opuszczają jutuberzy, nawet jeśli rozgrywki jeszcze trwają. Wyniesiono ich do rangi gwiazd filmowych, których obecność uświetnia imprezę, a gdy ich zabraknie to tak naprawdę – zdaniem wielu – nie ma co robić. Efekt jest taki, że otrzymujemy takie CGD, na którym jutuberzy są właściwie jedyną atrakcją, a jeśli ktoś się nimi nie jara, tak jak ja – to opuszcza imprezę z poczuciem rozczarowania, nawet jeśli nie miał co do niej jakiś śmiałych oczekiwań. Do tego ewentualne wrażenie zmarnowanych pieniędzy za wejściówki, tym mocniejsze, że panele były streamowane i dostępne w formie nagrań po evencie. A przecież taki format mimo wszystko ma potencjał – chociażby dlatego, że jutuberzy nie zamykali się tam w jakiejś oddzielonej strefie i tak naprawdę każdy mógł z nimi dość swobodnie pogadać. Gdyby dorzucić do tego więcej atrakcji typowo gierkowych, a przede wszystkim – porządną organizację i informację – zyskalibyśmy kolejny, bardzo dobry i ciekawy event, na czym wszyscy skorzystają. Cóż, może w przyszłym roku CGD uda się bardziej…