Counter Strike: GO
15.07.2017 22:51

Ninjas in Pyjamas wygrywają DreamHack Valencia! Powrót legend?

Szwedzka, legendarna formacja Ninjas in Pyjamas we wspaniałym stylu sięga po tytuł mistrzowski turnieju DreamHack Valencia. Nie licząc przeciętnego początku, w finale nie dali praktycznie żadnych szans przeciwnikom z ekipy Red Reserve.

Ninjas in Pyjamas to jedna z drużyn, które jeszcze niedawno tkwiły w ogromnym kryzysie. Był to właściwie upadek z samego szczytu na dno – w ciągu ostatniego roku przegrali wszystko, co można było przegrać, nie udało im się m.in. zakwalifikować do dwóch turniejów rangi Major z rzędu. Przegrali także kwalifikacje do kilku ostatnich turniejów z serii ESL One. Na IEM Katowice 2017 zagrali tylko w fazie grupowej i odpadli z niej wygrywając zaledwie jedno spotkanie. Po tym okresie „błędów i wypaczeń” przyszedł czas na ogromne – jak na ten zespół – zmiany. Z formacją pożegnał się freiberg, czyli zawodnik, który był z nią od początku jej istnienia, a pyth usiadł na ławce rezerwowych, gdzie doczekał końca swojego kontraktu z organizacją. W ich miejsce weszli REZ oraz draken. I, jak widać po przebiegu zarówno całego turnieju jak i dzisiejszego spotkania, zmiany te były fundamentalne by NiP odzyskał dawny blask. Dość powiedzieć, że obaj nowi zawodnicy byli na czele drużyny jeśli chodzi o rating i stosunek K/D. Na drugiej mapie, Cache, którą Szwedzi mają opanowaną do perfekcji, draken szybko osiągnął bilans 10 fragów i zero śmierci, a pierwszy raz zginął… z rąk swojego młodego kolegi – REZ’a.
Jeśli chodzi zaś o sam przebieg spotkania to pierwsza mapa, Mirage, nie zapowiadała pogromu, a wręcz przeciwnie – z początku przewagę miało Red Reserve i dopiero w drugiej połowie NiP udało się dokonać comebacku, by zamknąć mapę wynikiem 16:10. Natomiast druga, czyli Cache, to już jak wspomniałem, istny popis mistrzostwa w wykonaniu NiP – drużynie maikelele udało się tam zdobyć jedynie dwie rundy.
Jak dalej będzie sobie radziła ta drużyna – perspektywy po turnieju w Valencji wyglądają bardzo obiecująco. Wygląda na to, że to jest ścieżka, którą powinny obrać inne zespoły w podobnej sytuacji. I tylko wielka szkoda, że nie będzie okazji zobaczyć ich w Krakowie.