Counter Strike: GO
04.10.2016 18:58

NEO – Krytycznie o ESL One New York

Finały turnieju ESL One New York należały do jednych z najciekawszych w tym roku. Głównie za sprawą udziału drużyny Virtus.Pro aż po sam finał, jednak nie był to jedyny powód. Wyrównana, zacięta rozgrywka do ostatnich rund, walka jak równy z równym zarówno przeciwko SK Gaming jak i Na’Vi, niesamowicie rozgrywane clutch’e i precyzyjne jak chirurgiczny skalpel strzały w głowy przeciwnika. Mecze rozgrywane w tym turnieju należały do najwyższego, światowego poziomu i to czuć było na każdym kroku.

Mimo, że turniej zakończył się dla polaków sukcesem, pozostała pewna doza goryczy. Pierwsze miejsce aż do samego końca było w zasięgu ekipy Virtus.Pro i wizyta w Nowym Jorku mogła skończyć się jeszcze lepiej. Co nie zagrało do końca? Na pewno część z was zastanowiła się chociaż chwilkę nad harmonogramem rozgrywek. Dla przypomnienia – półfinałowy mecz Virtus.Pro vs SK Gaming rozpoczął się o 21:00 (polskiego czasu) a spotkanie o najwyższym poziomie trudności potrwało aż do okolic 2 rano. Chwila przerwy, na oddech, uspokojenie nerwów i przekąskę – powrót na scenę główną zaplanowany został na okolice 3:30 a ja, budząc się o 7 rano zdążyłem na ostatnie rundy dogrywki finałowej na ostatniej, rozgrywanej mapie.

Z małymi przerwami daje to sumarycznie ponad 10 godzin gry, na światowym poziomie, który od zawodników wymaga najwyższej precyzji, świeżości umysłu przekładającej się na skuteczne taktyki. Nie było momentu na drzemkę, regenerację po bardzo ciężkiej przeprawie z SK Gaming. Czy turniej potoczyłby się inaczej, gdyby mecz finałowy został rozegrany następnego dnia? Na to pytanie odpowiedział fanom w serwisie facebook gracz Filip „NEO” Kubski:

Czy braliście kiedyś udział w długim biegu? Jeśli tak, to wiecie, że na początku Wasze kroki są pewne, szybkie, a oddech równy. Jednak z każdym kolejnym kilometrem, zaczynacie odczuwać nawet najmniejszy kamień pod stopami. Wczorajszej nocy przebiegliśmy dwie takie trasy, a dogrywkę biegliśmy pod górkę i pod wiatr.

Frustracja z przegranej wynika z przekonania, że gdyby nie wielogodzinny bój, który stoczyliśmy z SK chwilę wcześniej, byli byśmy w stanie to wygrać.
Umiem przegrywać, nie raz mi się zdarzyło. Przegrana jest jednym z elementów drogi do sukcesu. Jednak tym razem przyszło mi to trudniej.

Zawsze powtarzam, że na statystki nie ma co patrzeć – w zespole są różne role, pozycje, nie zawsze jest to odpowiedni przekładnik formy. Jednak tym razem proponuje przyjrzeć się statom z obu niedzielnych meczów. W półfinale szliśmy równo całym zespołem, jednak w finale nasza ‚starsza’ część zespołu lekko osiadła.

Po pierwsze primo, system turnieju nie powinien tak wyglądać. Finał nie może być tego samego dnia co półfinały. Po drugie primo, mam pod sobą takich „kotów”, że głowa mała. Każdy z nich potrafi pociągnąć grę zespołu i w najtrudniejszych momentach zachować zimną krew. Niestety w końcówce zabrakło nas, „starej gwardii”. #mybad

Przegraliśmy, ale nie uważam, że byliśmy od nich gorsi. Nie mogę się doczekać kolejnych turniejów, żeby to udowodnić.

Co wy sądzicie o formie turnieju?

Źródło: Facebook/NEO