Counter Strike: GO
09.07.2016 19:18

Przegrana Virtus.pro w półfinale ESL One Cologne

Emocje, jakich dostarczyli nam zawodnicy Virtus.pro w półfinale ESL One Cologne 2016 nie powstydziłby się ani Alfred Hitchcock, ani nasi piłkarze. Nasza czołowa ekipa CS: GO postanowiła chyba iść w ślady reprezentacji Polski w piłce nożnej, fundując nam podobny horror, jakiego świadkami byliśmy na Euro. Już na pierwszej mapie, cobblestone, byliśmy świadkami dogrywki.

Jednak zanim doszło do dogrywki, Virtus.pro w półfinale ESL One przegrali pierwszą rundę pistoletową po stronie CT. Wynikiem tego, kolejne dwie rundy również padły łupem SK Gaming. Jednak od czwartej rundy sytuacja zaczęła się powoli odwracać, widać było dobre ułożenie gry, nasi zawodnicy doskonale bronili bombsite’ów, nie pozwalając Brazylijczykom na zbyt wiele. Od czwartej do 9 rundy mogliśmy zobaczyć popis gry VP, między innymi TaZ’a, który w jednej rundzie ustrzelił ace’a, w drugiej zdobył 4 fragi, podobnie jak byali w innej. Od 10 rundy zawodnicy SK zaczęli odrabiać straty, doprowadzając do remisu, co potem miało się srogo zemścić na naszych ulubieńcach. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 9 do 6 dla Virtus.pro, ale po zamianie stron, aż do 21 rundy zobaczyliśmy pasmo niepowodzeń po naszej stronie, SK Gaming szybko wyrównali i zaczęli nas prześcigać w ilości zdobytych punktów. Przy stanie 9-11 dla SK Gaming udaje nam się opanować nerwy, wyrównać na 11, a po kolejnej ugranej rundzie zawodnicy SK biorą pauzę taktyczną. Na niewiele się ona jednak zdaje, bo kolejne dwie rundy również są nasze. W dodatku na mapie dzieje się coś w rodzaju cudu, bo Snax i Pasha zdobywają punkt w sytuacji 2 vs. 4. Gdy polskim kibicom wydaje się już, że pierwsza mapa będzie nasza, SK Gaming odzyskują siły i zdobywają 4 punkty z rzędu – nie pomaga nawet próba wytrącenia ich z równowagi w postaci timeout’u dla VP. Szczęśliwie bronimy jednak punkt mapowy dla SK Gaming i doprowadzamy do dogrywki.
Dogrywkę zaczynamy po stronie Terro i mamy tu prawdziwą wymianę ciosów. Pierwsza runda dogrywki kończy się pojedynkiem snajperów wokół ciężarówki – Snax vs. Coldzera, z której jednak nasz Dzik wychodzi obronną ręką. Następna runda pada łupem SK Gaming, dzięki Ace’owi Coldzera. Kolejne dwie rundy to znowu wymiana punktów, jednak dwie ostatnie należą już do nas i pierwszą mapę kończymy wynikiem 19-17.

Drugą mapą, na której grali Virtus.pro w półfinale ESL One był Nuke, wybrany przez naszą ekipę. Jednak o tej mapie zarówno nasi zawodnicy, jak i kibice, chyba chcieliby szybko zapomnieć. Zdecydowanie wybór tej mapy był błędem, być może Polacy myśleli, że SK słabo się na nią przygotowało – był to dopiero drugi raz, kiedy jakaś drużyna wybiera Nuke’a na tym Majorze. Poza tym przypomnijmy, że mapa ta miała długą przerwę w rozgrywkach wysokiego szczebla, bo jej przebudowa spowodowała wiele problemów, np. z fps-ami. Niestety, to właśnie po stronie Polaków nie było widać dostatecznego przygotowania taktyk na tę mapę, choćby takiego jak na Cobblestone. Brakło też szczęścia – jak w sytuacji Pashy, który dobrze wyczekał, aż Coldzera zacznie rozbrajać bombę, ale nie był w stanie zabić go w pierwszej pistoletówce. Dość powiedzieć, że po stronie TT, po której zaczynaliśmy, udało nam się ugrać tylko 4 rundy, a po zamianie stron dwie i mapa skończyła się wynikiem 16:5 dla SK Gaming.

Wszystko więc miało się rozstrzygnąć na trzeciej mapie – Mirage. Virtusi znowu przegrywają pistoletówkę, w krytycznej sytuacji byali przegrywa 1 na 1 z fallenem. Kolejne dwie rundy również padają łupem SK Gaming, potem jednak następuje dominacja naszych zawodników, grających po stronie CT. Po pięciu z rzędu wygranych przez VP rundach, SK bierze przerwę taktyczną. Kolejne dwie jednak znowu należą do nas. 11 i 12 rundę wygrywają SK, w tej drugiej Neo prawdopodobnie robi poważny błąd, nie kupując broni i startując do gry jedynie z USP. 13, 14 i 15 runda to na przemian wyrywanie sobie punktów, w 14 – przegranej przez nas, Snax usiłuje zachować AWP, ale zostaje zastrzelony już praktycznie po zakończeniu rundy. Pierwszą połowę kończymy wynikiem 9-6. Jak się potem okazuje, te kilka rund, które SK Gaming wyrwało nam grając po stronie Terro, było kluczowe. Po stronie CT to oni przejmują inicjatywę,  wygrywając 6 rund z rzędu. Po 21 rundzie VP biorą timeout, który pomaga tylko na jedną rundę, bo kolejne dwie znowu idą na konto SK. Nasi zawodnicy jeszcze próbują walczyć, wygrywają kolejne dwie rundy, ale w końcówce zawodnicy SK Gaming okazują się zbyt mocni i mapa kończy się wynikiem 16:12, a cały mecz – 2:1 dla SK Gaming.

Za dotarcie do półfinału Virtus.pro otrzymają 70.000 dolarów. Z jednej strony należy podziękować zawodnikom Virtus.pro za doskonałą postawę przez cały turniej, bo pokazali piękną grę, dali nam wspaniałe emocje na skraju horroru i na pewno możemy z nich być dumni. Pomijając grę Virtus.pro w półfinale ESL One na Nuke’u – ani jedna runda z ich udziałem nie była jednostronnym biciem przez przeciwnika. Z drugiej – bardzo lekkomyślną okazała się decyzja o wybraniu Nuke’a, poza tym naszym zawodnikom przytrafiało się sporo „friendly fire” – w samym meczu finałowym były chyba 4 takie akcje. Pozostaje trzymać kciuki, by w kolejnym Majorze poszło im jeszcze lepiej, bo naprawdę jako kibice nie mamy się czego wstydzić.