poniedziałek, 11 Gru 2017
Home / Artykuły / A może by tak korepetycje z esportu dla dziennikarzy?
News-media-standards

A może by tak korepetycje z esportu dla dziennikarzy?

Ledwo w piątek mieliśmy okazję przeczytać wywiad, do którego odniosłem się w poprzednim felietonie, a już w sobotni poranek dostaliśmy kolejną dozę niekompetencji dziennikarskiej dotyczącej esportu. Tym razem w dwóch miejscach jednocześnie. Na stronie weekend.gazeta.pl jak i w radio Tok FM było nam dane poczytać i posłuchać Pana Mariusza Sepioło – reportera publikującego m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Polityce” i „Gazecie Wyborczej”.

Zacznijmy od artykułu Zawód: gamer. Zaczynali od pegasusa i commodore. Dziś zarabiają tysiące dolarów i podróżują po całym świecie. Już jego pierwsze zdanie jeży włosy na głowie. W Polsce szerzej nieznani, za granicą na turniejach przyciągają tłumy widzów. No kurcze zaczynamy ostro, bo przecież zapełnienie w jeden weekend katowickiego Spodka a w drugi zarówno Spodka jak i MCK, to nie jest przyciąganie tłumów fanów esportu… Ale ok, każdemu może się jakaś pomyłka zdarzyć, dajmy szansę temu artykułowi. Czytamy dalej. Grając w Counter Strike’a – typową strzelankę, w której walczy się z postaciami antyterrorystów. – A z postaciami terrorystów już się nie walczy? Ech… ok, idziemy dalej. Krajowy rynek rośnie w tempie ok. 30 proc. rocznie. Może dlatego, że do wygrywania nie trzeba mieć za sobą sztabu trenerów i drogiego sprzętu. Wystarczy komputer, kamerka i talent. – do wygrywania na początku, żeby zacząć może nie trzeba, ale żeby zostać profesjonalistą, już raczej potrzebni są trener, analitycy i sponsorzy. O Pashy możemy przeczytać: Swoje zmagania w CS transmitował na portalach społecznościowych. W ten sposób zdobył światową popularność i załapał się do drużyny, która wygrała turniej. No chyba nie do końca, bo swój kanał na Twitchu Pasha założył w 2013 roku, a profesjonalnie gra od 2007, więc chyba nie taka była kolejność. I wracamy do powtórki zdania od którego zaczął się artykuł. U nas szerzej nieznani, za granicą na turniejach przyciągają tłumy widzów. Ich turnieje, czyli rozgrywki, w których biorą udział całe drużyny graczy, relacjonują profesjonalni sportowi komentatorzy. Ich transfery z jednego klubu do drugiego w świecie gamingu stają się wiadomościami dnia. Głośno to było może o transferze NiKo do FaZe, ale generalne na nagłówki trafiają bardziej zmiany barw całych drużyn, które przechodzą z jednej organizacji do drugiej.

To na tyle o Pashy, dalsza część artykułu to historia Nerchio – naszej gwiazdy na arenie Starcraft II. Tu nie jest źle, może drobną wpadką jest nazwanie „Złotej Piątki”, czyli kardridża na Pegazusa konkretną grą (a była to składanka 5 tytułów), ale ok, nie czepiajmy się za bardzo.

Kolejne fragmenty są bardzo merytoryczne, aż trafiamy na taką perełkę: Wiele możliwości daje e-sportowi serwis YouTube. Gracze zamieszczają w nim relacje wideo – nieraz trwające kilka godzin – ze swoich rozgrywek, które jednocześnie komentują. No spoko, a gdzie Twitch, na którym materiały lecą live? Kolejne zdanie, kolejna bomba Właśnie dzięki takim transmisjom (streamingom) narodziła się popularność m.in. Jarosława Jarząbkowskiego czy uznawanego za najpopularniejszego gamera na świecie Szweda Felixa Kjellberga (vel. PewDiePie). Pomieszanie z poplątaniem, Twitch to Streaming, a PewDiePie stał się popularny dzięki Youtubowi!

Dalej mamy nieco faktów o zarobkach, pieniądzach za zwycięstwa w turniejach etc. I tu merytorycznie jest dobrze, aż nagle BUM! Mimo że Polacy należą w e-sporcie do światowej czołówki, w Polsce nie istnieje ani jedna organizacja skupiająca profesjonalnych graczy. OMG! #JPRDL

 mind_blown
No panie Mariuszu, toś się Pan popisał – Kinguin, Pride, Pompa Team, czy Izako Boars – nie zupełnie nie ma polskich organizacji…

Ale może w radio będzie lepiej – bo przecież po napisaniu artykułu można jeszcze zgłębić temat. Ale niestety, w przypadku rozmowy radiowej nie było wcale lepiej. Już w drugiej minucie usłyszeliśmy, że w Polsce nie ma żadnego klubu esportowego, no czyli reaserch na poziomie podłogi. Dalej w rozmowie o „typach” gier padają słowa o zręcznościówkach i strzelankach, a jako przykład graczy podawani są Nerchio i MaNa. Jako najpopularniejsze gry uznawane są CS:GO i SCII, ani słowa o LoL i DOTA2 – które prześcigają w popularności Counter Strike, nie mówiąc już o StarCrafcie. W dalszej części znów mamy powtórzenie tego, że nie mamy organizacji w naszym kraju. Według autora tekstu gracze „scoutowani” są z mediów społecznościowych i w taki sposób trafiają do drużyn – no drogi panie, chyba jednak nie. Rzeczą, która już w ogóle rozsadziła mi mózg było stwierdzenie, że podczas turniejów graczy obserwuje się zza placów i wygląda to jak „targi motoryzacyjne”. Na Teutatesa! Czy Pan w ogóle przeczytał swój artykuł, w którym są osadzone filmy z takich turniejów jak Intel Extreme Masters, gdzie gracze siedzą na SCENIE i mamy TŁUMY na trybunach. Dalej wg. Pana Mariusza taka sytuacja ma miejsce na meczach pokazowych – no mózg w kawałkach. Na koniec dowiadujemy się, że nie ma polskich komentatorów – pozdro Izak, Sawik, Morgen!

Tak, cieszymy się, że o esporcie pisze się coraz więcej, ale bardzo, ale to bardzo zależałoby mi – z resztą jak i chyba całej branży – żeby to co piszą ogólnopolskie media i co można usłyszeć w ogólnopolskich rozgłośniach radiowych było zgodne z prawdą. Więc może w momencie gdy dziennikarze piszą o temacie, na którym się do końca nie znają, warto by było zapytać kogoś o współautorstwo, a jeśli to za dużo, to choćby dać artykuł do przeczytania komuś z branży.

Komentarze

O Kamil "RioT" Świątek

Random z Internetów, cierpiący na FoMo. Wpadł tu przez przypadek i tak mu zostało. Chciałby być proplayerem, a jest casualem.

Zobacz także

EPL_Odense17_Teaser_Odense

Już jutro dowiemy się kto zagra w półfinałach finałów ESL Pro League w Odense

W piątek t.j. 08-12-2017 rozpoczną się ostatnie ćwierćfinały turnieju w Odense, podczas których Fnatic zmierzy się z OpTic Gaming, a ukraińskie HellRaisers podejmie drużynę Misfits. Zwycięzcy …